niedziela, 27 lipca 2014

Prolog

Siedziałam na łóżku zaplątana w białą pościel leniwie popijając  gorącą herbatę czytając ostatnią stronę książki. Znajome uczucie pustki po skończeniu romantycznej historii , ukuło mnie w serce. Położyłam się na poduszce odkładając  półpełny kubek na szafkę i przytuliłam czarnego kota śpiącego obok. Na zegarku widniała godzina pierwsza w nocy a o szóstej muszę wstać żeby zdążyć do pracy. Zwlokłam moje zaspane ciało z łóżka, pogasiłam światła w moim mieszkaniu i otworzyłam okno w sypialni .
Szósta trzydzieści dwa, obudził mnie kot a raczej hałas metalowej miski jeżdżącej po posadce w kuchni. Szósta trzydzieści dwa? Powinnam być już dawno na nogach szykując śniadanie sobie i Elvisowi Wstałam i szybko ubrałam czystą bieliznę i uniform do pracy, podwinęłam rękawki za dużej koszulki z logiem kawiarni/restauracji (czymkolwiek to jest)  a na palec nasunęłam ulubiony pierścionek, po czym pobiegłam do łazienki i umyłam porządnie twarz mydłem żeby zmyć wczorajszy makijaż. W kuchni złapałam tylko banana z blatu a kotu nasypałam karmy do miski po czym, wkładając telefon do tylnej kieszeni złapałam klucze z komody przy drzwiach głównych i wyszłam z domu. Wbiegłam do windy uśmiechając się przepraszająco i dziękując ludziom  w środku, którzy przytrzymali drzwi dla mnie zanim maszyna ruszyła. Sprawdziłam zegarek, siódma dwa.  Wybiegłam z budynku i popędziłam prosto do mojego samochodu. Biały nissan altima choć zaparkowany pod drzewem, był już nagrzany od wczesnego słońca. Wyjechałam na zatłoczone ulice San Francisco* i dziesięć minut później byłam już na miejscu, przed małą, ceglaną kawiarenką w jednej z wielu kamienic.
____________________________________________
San Francisco*, jak i cała Kalifornia, leży w strefie klimatu śródziemnomorskiego, który cechują łagodne zimy z licznymi opadami i suche lata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz